Miałam….
Miałam ogromną przyjemność uczestniczyć w zajęciach Metodyki nauczania plastyki prowadzonych przez mgr Bogdana Cierpisza podczas studiów na kierunku Pedagogika, specjalność nauczycielska Nauczanie początkowe. Studiowałam w latach 1985-1990, na Wydziale Nauk Humanistycznych (teraz Nauk Społecznych). Zajęcia plastyki (czy” kredki”, jak nazywali je studenci) odbywała się w różnych porach dnia, czasami w godzinach porannych, a czasami wieczornych według planu, który obejmował pięć dni w tygodniu, od godz 7.45 do 20.45. Mieszkałam w bliskiej odległości od Instytutu Pedagogiki, często zdarzało mi się wychodzić z domu na „ostatnią minutę”. Tak bywało również w przypadku zajęć plastyki, które zaczynały się od 8.00. Pan Bogdan Cierpisz cierpliwie reagował na nasze „schodzenie się” na zajęcia. Pewnego razu zapytał mnie jednak : „Pani to chyba ma daleko do instytutu?” i pewnie bym potwierdziła, gdyby nie moje koleżanki z grupy, które zaczęły się głośno śmiać. Nie pozostało więc nic innego jak przede wszystkim przeprosić i przyznać się, że moja droga do Instytutu Pedagogiki zajmuje mi pięć minut. Nie spóźniłam się już więcej na te zajęcia.
Pan Bogdan Cierpisz był ujmującym, delikatnym człowiekiem. Był artystą o przejmującym spojrzeniu na człowieka i otaczający go świat . Nasze plastyczne próby stworzenia na kartce czegoś , co choć trochę nosiłoby znamiona twórczości, zawsze były dla Niego niezwykle ważne. Nigdy nie powiedział, że któraś za nas malowała, rysowała coś nie tak. Nie poprawiał, nie oceniał, nie krytykował a wspierał zachęcając do kolejnych prób i poszukiwań. Czasami myślę, że kiedy oglądał nasze „martwe natury” musiał czerpać z głębokich pokładów swojej cierpliwości niezwykle często. Podczas zajęć rozmawialiśmy też o sztuce, malarzach i o życiu, o tym, co ważne, istotne w pracy nauczyciela.
Dziś mogę też powiedzieć , że miałam szczęście choć przez jeden semestr, uczestniczyć w zajęciach prowadzonych przez Bogdana Cierpisza. Miałam też szczęście i zaszczyt spotkać Bogdana jako kolegę z tego samego Zakładu Wczesnej Edukacji w Instytucie Pedagogiki. Zdążyłam, choć tylko trzy lata pracować razem, gadać przy zielonej herbacie w pokoju „malarzy” na Krzywoustego, bo 1994 rok zabrał nam niespodziewanie Bogdana zostawiając smutek, pustkę i niedokończone rozmowy.
Alicja Komorowska- Zielony