„Najmniejsza pomoc znaczy więcej niż największe chęci”   Oscar Wilde                                                                                                                         

Bogdana poznałam w 1966 r. jako młodego instruktora pracowni fotograficznej w Gdańskim Studium Nauczycielskim na ul. Kładki.

Zafascynowały mnie pierwsze zajęcia. Cieszyłam się, że będę mogła uczęszczać na nie przez cały rok szkolny. Wiedza i umiejętności które wtedy zdobyłam, zachęcały do ciągłych poszukiwań interesujących obiektów w przyrodzie i w architekturze. W 1967 r. miałam szczęście być w grupie, którą opiekował się art. mal. Wincenty Lewandowski, a artysta malarz Bogdan Cierpisz prowadził przedmiot – metodyka wychowania plastycznego. Wielogodzinne praktyki w szkole ćwiczeń i dyskusje na ich temat coraz bardziej mnie zachęcały do pracy artystyczno – dydaktycznej w szkole i podjęcie upragnionych studiów na Wydziale Sztuk Pięknych w Toruniu.

Po wielu latach wtedy jeszcze Pan Bogdan odnalazł mnie w Gdańskim Studium Wychowania Przedszkolnego i zaproponował pracę na stanowisku nauczyciela akademickiego (starszy wykładowca) w Uniwersytecie Gdańskim. Chętnie wyraziłam zgodę na zmianę pracy ponieważ wiedziałam, że będę w gronie przyjaznych i życzliwych mi osób i nadał będę mogła zajmować się twórczością dziecięcą. Po krótkim czasie byłam dumna, że mój wspaniały nauczyciel z młodych lat został moim kolegą. Współpraca z Bogdanem układała się wyjątkowo dobrze. Zajmowaliśmy się kształceniem studentów w zakresie plastyki na różnych kierunkach Instytutu Pedagogiki.

Poświęcaliśmy wiele czasu na ustalanie najlepszych programów nauczania oraz form i metod ich realizacji ze szczególnym uwzględnieniem kształcenia wrażliwości na piękno w przyrodzie, najbliższym otoczeniu oraz dobra w życiu społecznym.

Pracownia plastyczna była jakby oazą spokoju i odpoczynku po całodziennych działaniach dydaktycznych  dla wielu koleżanek i kolegów. Wszyscy chętnie nas odwiedzali by pogawędzić o tzw. dziesięciu muzach wymienianych przez prof. Tatarkiewicza, prof. Wojnarową i innych, czy też po prostu o życiu. W centrum jednak zainteresowań zawsze była plastyka. Rozmowy przy symbolicznej filiżance kawy wzbogacały naszą wiedzę oraz pogłębiały przyjaźnie dbając wzajemnie o szacunek dla osób o odmiennych poglądach. Dzięki Bogdanowi tworzyliśmy jakby jedną wielką zawodową rodzinę, w której królowała życzliwość i pomoc w potrzebie każdego z nas.

Powszechnie mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale kiedy brakło nam Bogdana nic już nie było jak dawniej. Nawet kawa, której był Mistrzem zaparzania miała inny smak.

Bogdan był zawsze gotowy pomagać wszystkim potrzebującym. Jego wrażliwość na dobro to słowa, które często powtarzał, że trzeba żyć tak by nie krzywdzić żadnego człowieka. Wrażliwość zwłaszcza na piękno przyrody można odczytać w Jego obrazach. Pewnego dnia po plenerze w Puławach skarżył się jak trudno jest namalować portret wody. Chciałem żeby płynęła Wisła do Gdańska, ale niestety ciągle stała, wreszcie po wielu trudach zaczęła płynąć.

Pozostały wspomnienia radosne, wzruszające i niepowtarzalne jak każde Jego dzieło sztuki.

Bardzo kochał swoją rodzinę, a szczególnie swoją wnuczkę Karolinkę. Cieszył się przemianami społeczno – ustrojowymi wierząc w coraz lepszy rozwój kraju a wraz z tym lepszą przyszłość  następnych pokoleń.

Sierpień 2020, Bożena Kiewlicz